REKLAMA
 
 
 
 
 

Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Afera hazardowa po przemysku

Zwiń
X
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • Afera hazardowa po przemysku

    Afera hazardowa po przemysku

    Józef Matusz 17-11-2009, ostatnia aktualizacja 17-11-2009 10:21
    Przemyśl też ma swoją aferę hazardową. Lokalni politycy sugerują nawet, by jej przemyskim odpryskiem zajęła się powołana właśnie sejmowa komisja śledcza.




    — Za dużo w tym wszystkim matactw i należy sprawdzić, czy przypadkiem jakiś przemyski Zbychu nie spotykał się na cmentarzu z Rychem. — żartuje jeden z radnych. W mieście zbierane są podpisy pod obywatelskim projektem uchwały, która ma uchylić uchwałę radnych z 3 września tego roku zezwalającej na utworzenie pierwszego w mieście salonu gier hazardowych.

    Zgodę na lokalizację salonu gier wydaje minister finansów, ale występująca o to firma musi mieć pozytywną opinię radnych. W latach 2006-2009 radni przemyscy dziesięć razy zajmowali się takimi wnioskami. — Moje i radnych opinie zawsze były negatywne — zaznacza prezydent miasta Robert Choma.


    Zaskakująco szybka uchwała


    Co się stało, że 3 września, a więc kilka tygodni przed wybuchem afery hazardowej, większość radnych zmieniła zdanie?

    — Teraz wiemy, że już na etapie przygotowania wniosku pod obrady sesji trwały jakieś zakulisowe gry — opowiada radna PiS Lucyna Podhalicz. Zastanawia się dlaczego ten właśnie wniosek w ekspresowym tempie trafił na obrady sesji.

    Do rady wpłynął 19 sierpnia i po dwóch tygodniach gotowy projekt uchwały został przegłosowany. Wniosek o lokalizację salonu gier w Przemyślu złożyła firma Team z Chełma. Tradycyjnie prezydent Robert Choma wydał negatywną opinię. — Komisja budżetu i finansów nie podzieliła zdania prezydenta i wydała pozytywną opinię — tłumaczy pełniący obowiązki przewodniczącego rady Janusz Zapotoki. Na sesji wniosek spółki z Chełma nieoczekiwanie zyskał poparcie radnych PO i wspierających ich kolegów z innych ugrupowań, choć wcześniej ci sami radni przy podobnych wnioskach głosowali negatywnie. Przeciwna była opozycja z PiS i klubu Samorządny Przemyśl. Zaczęli podnosić, że uchwałę podjęto w zastanawiająco szybkim tempie bez wymaganych opinii. Zapowiedzieli podjęcie kroków o jej uchylenie.

    Radni PO się bronią, że koledzy z PiS przez kilka tygodni siedzieli cicho, aż w "Rzeczpospolitej" przeczytali o aferze hazardowej i zaczęli jej też szukać w Przemyślu.

    Radni opozycji nie dali za wygraną. Szukali, szukali i znaleźli. Okazało się, że oprócz firmy z Chełma wniosek o otwarcie salonu gier złożyła też firma z Warszawy. — To bardzo istotne, bo w takim mieście jak Przemyśl może być tylko jeden salon gier — grzmi opozycja. Zdaniem opozycyjnych radnych jest to ewidentne dawanie forsowanie jednego podmiotu kosztem innych. — Komu na tym zależało? - pytają radni opozycji. Radny klubu Samorządny Przemyśl Wiesław Morawski, z zawodu lekarz-pediatra, podkreśla, że wszystkie poprzednie wnioski miażdżącą większością były negatywnie opiniowane przez radnych. Domyśla się, że tym razem doszło do jakiejś transakcji wiązanej. Zwyczajowo przyjęte było, że wnioski opiniowane były m.in. przez komisję rodziny, a także radę osiedla na którym ma być zlokalizowany salon gier. — Ubolewam, że z nieznanych mi powodów tym razem zabrakło tych opinii — mówi. Zaznacza, że jako lekarz-pediatra doskonale zna problem uzależnienia młodzieży od hazardu.


    Konkurencyjny wniosek leżał w szufladzie

    W wyniku wewnętrznego śledztwa okazało się, że konkurencyjny wniosek warszawskiej firmy został schowany w urzędniczych szufladach. — Nic nie wiedziałem, że złożone były dwa wnioski — mówi radny Morawski. Prezydent Robert Choma tłumaczy, że wniosków było dwa i on kazał urzędnikom przygotować dwie negatywne opinie. Ustalił, że to jedna z urzędniczek wydziału spraw społecznych zdecydowała, że nie trafił on na obrady sesji. — Tłumaczyła mi, że tak kazał jej postąpić przewodniczący Janusz Zapotocki — wyjaśnia prezydent, który ukarał pracownicę upomnieniem. Przewodniczący miał jej sugerować, że jeden z wniosków nie ma przedwstępnej umowy o najmie lokalu. — Taka umowa nie jest wymagana — odpowiada prezydent Choma.

    Zapotocki zrzuca winę na prezydenta i jego urzędników. Tłumaczy, że on do służb prezydenckich skierował dwa wnioski, a od prezydenta dostał tylko jeden negatywnie zaopiniowany. — Ja nie odpowiadam za pracowników prezydenta — mówi. Przyznaje, że rozmawiał z urzędniczką, iż jeden z wniosków nie zawiera wszystkich dokumentów ale nic jej nie sugerował. — Chciałem uniknąć sytuacji, że podmiot w którym ma być zlokalizowany salon nic nie będzie o tym wiedział — mówi.

    Prezydent Choma przygotował już własny projekt uchwały, uchylającej tę, która pozytywnie zaopiniowano dla firmy z Chełma. — Przewodniczący rady nie chce go jednak skierować pod obrady sesji — żali się prezydent. Janusz Zapotocki odpowiada, że uchylenie istniejącej uchwały jest bezprzedmiotowe w sytuacji, gdy pozytywna opinia została już przekazana zainteresowanej firmie.

    Rzeczpospolita OnLine
Pracuję...
X